Moje spotkanie z rowerem miejskim

rower miejski veturillo#rowermiejski #veturilo #niezłajazda #jadalejniejadę #jeszczetylkokilometr

Czyli ile trzeba wysiłku, żeby żyć zdrowiej

10 lat temu wziąłem udział w rowerowej masie krytycznej. I nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że to był mój pierwszy raz na rowerze po 5 latach przerwy. Cel był szczytny, chociaż absolutnie nie chodziło o zablokowanie miasta, ani promowanie zdrowego stylu życia, ale poznanie środowiska w celu realizacji projektu, który z kolegami wykonywaliśmy na studiach. Nie wchodząc w szczegóły techniczne, tamten wieczór upłynął pod znakiem zerwanego łańcucha i gonienia peletonu* przez kilka kilometrów.

Po tej wyprawie nie miałem okazji jeździć w ogóle, co jest dość dziwne zważywszy na fakt, jak rower ułatwia poruszanie się po mieście. Niedawno pomyślałem jednak, że warto w końcu skorzystać z całkiem obszernego systemu ścieżek rowerowych, które przecinają praktycznie całą Warszawę. Wynajęcie roweru też nie jest już problemem, bo wynalazek pod tytułem rower miejski to nie nowość, i w praktycznie każdym większym mieście można z zalet takiego rozwiązania skorzystać.

Do rzeczy

W teorii, jak reklamują właściciele, robi się to w chwilę. Nie wątpię, że ktoś, kto już trochę korzysta z systemu widzi jego intuicyjność, ale dla świeżego użytkownika poznawanie systemu zawsze zajmuje trochę czasu. Przygoda rozpoczyna się na stronie internetowej. Po minucie moje konto już istniało. Póki co nieźle. Pozostało je tylko doładować, żeby móc wynająć pierwszą maszynę. I tu zaczęły się schody. Zleciłem płatność z konta, bo nie lubię zostawiać danych karty kredytowej w różnych systemach. Po chwili oczekiwania na autoryzację transakcji, ukazał się mało zachęcający napis z informacją, że nie można ukończyć procesu. Świetnie. Wina pewnie leży po stronie systemu realizującego płatności elektroniczne (to nie pierwszyzna), ale niesmak pozostaje. Dopiero trzecia próba zakończyła się pojawieniem informacji o zasileniu konta, a w systemie wyświetliła się kwota zasilenia – minimalne 10 złotych – co nie wynikało ze skąpstwa, ale był to zabieg celowy, do czego nawiążę później.

Wynajęcie

W Warszawie stacji z rowerami do wynajęcia jest prawie 200, więc żeby wynająć maszynę, nie trzeba przejechać wielu kilometrów do pierwszej dostępnej stacji. Wpisujesz numer telefonu, pin, numer roweru i już (istnieje jeszcze możliwość weryfikacji przez kartę kredytową). Wszystko grało do czasu, kiedy okazało się, że cały mechanizm jezdny roweru (czyli po polsku pedały) jest zablokowany. Pomyślałem, że pewnie po prostu coś trzeba jeszcze odblokować. Niestety, ani na rowerze, ani na panelu stacji nic nie było napisane. Czujne oko inżyniera też niczego nie zauważyło, więc najbardziej prawdopodobny wniosek był taki, że rower jest zwyczajnie uszkodzony. Szybki telefon na infolinię wraz 5 minutowym czasem oczekiwania w końcu to potwierdził. Moje pytanie tylko brzmi: Dlaczego rower nie został jakoś oznaczony jako uszkodzony? Albo zwyczajnie zabrany przez ekipę techniczną? Kiedyś taką ekipę w firmowym samochodzie widziałem w akcji, więc powinni się tematem zająć. Kolejne kilka minut i nowy rower zdjęty ze stojaka. W międzyczasie pojawiło się spostrzeżenie co do zwrotów, ale o tym napiszę później.

Jazda

Muszę przyznać, że rower, którym miałem okazję się poruszać, naprawdę lekko chodził. Znajomi korzystający z rowerów miejskich, zwykle maszyny chwalili, ale jakoś cały czas miałem w głowie przeświadczenie, że wszystko będzie skrzypiało, a po przejechaniu 100 metrów nie będę w stanie ruszyć mięśniami przez oporny mechanizm. Tymczasem rower gładko i cicho sunął po ścieżce rowerowej. Po chwili zauważyłem również trójstopniową przerzutkę, która od razu poprawiła komfort jazdy, chociaż muszę przyznać, że te rowery ewidentnie nie są stworzone do szybkiej jazdy, chociażby przez masę. Rekreacyjnie przejechać z punktu A do punktu B? Tak. Pojeździć wyczynowo czy w terenie? Raczej nie. Niemniej jednak nadal w wielu sytuacjach taki rower zaspokoi potrzeby.

Zwrot

W końcu osiągnąłem cel. Prawie godzinna przejażdżka sprawiła, że mięśnie ledwo to zniosły. Dziesięcioletnia przerwa musiała jakoś dać o sobie znać. Rower wstawił się dość łatwo w stację, a dźwięk zasugerował, że wszystko poszło zgodnie z planem. Jednak zaskoczeniem było, że poza numerem identyfikacyjnym, muszę znów podać pin tak jak przy wypożyczeniu. Trochę nie rozumiem takiego podejścia. Jakbym znalazł porzucony rower, nie mógłbym oddać go na konto właściciela. Pomysłowe.

To nie koniec niespodzianek (i tu ostatni otwarty wątek się zamknie), po naciśnięciu klawisza „zwrot” wyskoczyła mi informacja, ze konto jest nieaktywne. W tym momencie zupełnie zgłupiałem. To zwróciłem ten rower czy nie? Kolejny telefon na infolinię i kolejne 5 minut czekania na zgłoszenie się konsultanta (a raczej tym razem konsultantki), po czym okazało się, że rower oczywiście zwrócony, ale stan konta spadł poniżej 10 złotych, więc konto się zablokowało. Wszystko pięknie, tylko zabrakło trochę informacji.

To warto czy nie?

Czy te drobne mankamenty (niedziałający rower, pin przy zwrocie, blokada konta bez informacji dlaczego) kładą się cieniem na całej usłudze? Według mnie nie, ale fajnie by było, żeby ktoś je poprawił, bo nie powinno być to trudne. Na pewno zaś by pozytywnie wpłynęło na całość inicjatywy. Ja już wiem, więc mnie te drobiazgi więcej nie zabolą, ale podejrzewam, że z roku na rok użytkowników może przybywać, więc usprawnienia się na pewno usłudze przydadzą.
Plusy ewidentnie górują nad drobiazgami do poprawki. Mnogość stacji, całkiem niezłe rowery, cena, czas wypożyczenia i zwrotu, to wszystko na pewno gra na korzyść Veturilo.

Sezon już się niestety kończy. Na pewno skorzystam jeszcze kilka razy zanim rowery zasną snem zimowym w jakimś magazynie, a na wiosnę zacznę jeździć od samego początku.

 

* Mimo morderczego tempa, peletonu nie udało się dogonić.

10 lat temu dzięki zerwanemu łańcuchowi nie stałeś się zawodowym kolarzem. Na szczęście masa Ci uciekła. Gratuluję!

W międzyczasie przez kilka lat rozmyślałeś o odrestaurowaniu starej kolarzówki teściów, druk koloru zielonego, metalik, na tych hipsterskich, wielkich kołach z cieniutkimi oponami. I co? I wylądowałeś na Veturilo. Brawo Ty!

Komentowało Alter Ego

Podziel się ze światem!