Krocząc do przodu

Słuchawki na biurku, smartphone#streaming #muzyka

Spoglądam przed siebie. Droga, a może rozdroże, zasnute jest mgłą. Wiadomo, że cel jest gdzieś tam, ale nie za bardzo go widać. Tyle niewiadomych. Mimo to nie wolno się zatrzymać. Słomiany zapał? Nawet o nim nie myślę. Nie tym razem. Nie zostawiam za sobą w końcu niepowodzeń. Nabywam doświadczenie wraz z każdym sukcesem i porażką. Analizuję rozwiązania i znajduję te, które mi nie pasują. Pozbywam się ich.

Znów słyszałem, że kolejna firma wypuściła coś nowego na rynek. Jakiś nowy bubel. Bubel? Przy tworzeniu czegoś nowego, pierwsze 100 wersji to potrafią być same buble. Ale to nie czyni ich złymi. A tym bardziej nie wstrzymuje żadnej firmy przed rozpoczęciem produkcji. Kto jak nie pierwsi użytkownicy lepiej powiedzą czy produkt jest dobry czy nie.

Kolejny zakręt. Czyżby metafora zmian? Pewnie ponosi mnie wyobraźnia, ale tak, zmiany są potrzebne. Nawet te zmiany na gorsze. Bez nich nie doceni się lepszych czasów. Patrzę przez chwilę za siebie. Mroźny dotyk mgły przeszywa mnie dreszczem. Tak, dużo zmian przede mną. Cześć już się udało wdrożyć. Na blogu nie wieje straszliwą pustką. Coś się zaczyna wreszcie dziać. Ale to nie wystarczy. Trzeba zmienić prawie wszystko. Począwszy od tematyki, przez szablon, a na strategii promocji kończąc. Fajnie było testować różne rozwiązania, ale czas wyciągnąć wnioski i wziąć się do pracy.

Odwracam się i zostawiam przeszłość za sobą. Dużo rozmyślałem o przyszłości, a ostatnie kilka miesięcy pomogło mi obrać konkretny kierunek. Ale mgła jest bezlitosna. Nie dziwne, że tylko wróżbita Maciej zna ją na wylot. Cholernie trudne to przepowiadanie. Wiele założeń pada szybciej niż kwiaty, które przypadkiem wykiełkowały jesienią. Nawet czas, który teoretycznie zawsze da się wygospodarować, unikał mnie tym razem jak ognia. Wiele postów, które wymagały poświęcenia im raptem kilku godzin, pisałem nierzadko przez tydzień. Praca, rodzina, blog. Ciężki trójkąt. Ale da się to ogarnąć. Wielu już pokazało, że się da. Pierwsze zmiany w tym zakresie już wdrożone, a częstotliwość publikacji się przyjemnie zwiększyła (tak, powtarzam się). A będzie jeszcze lepiej. Jak tylko uporządkuję kilka spraw w życiu, czasu się znajdzie jeszcze więcej. To zabawne, tyle się słyszy o organizacji czasu, ale wcale nie musi być ona niczemu winna. Czasem zadań jest tak dużo, że niektóre po prostu muszą ucierpieć.

Nie czuć nawet najmniejszego podmuchu wiatru. Ciekawe. Nadzieja na szybkie rozwianie mgły prysła. Po prostu prysła, bez zbędnych porównań. Ale jestem cierpliwy, rezultaty przecież osiąga się przede wszystkim wytrwałością. Nastawienie się na szybki sukces jest praktycznie wyrokiem szybkiej porażki. Kolejne zmiany też muszą być przemyślane i wdrażane w odpowiednim momencie, a nie na wariata. Szczególnie, że ich zakres jest bardzo szeroki.

Muzyka. Ona mi towarzyszy w tej wędrówce. Zabawne, że miała być celem bloga. Dziś widzę, że jest co najwyżej środkiem do celu. Jednym z wielu. Tematyka zmieni się, chociaż lepszym określeniem będzie pewnie „wyewoluuje”. Bo nie chce całkowicie zrezygnować z pisania o muzyce. Ba, w najbliższych tygodniach planuję kilka wpisów na ten temat. Ale coś innego jest dla mnie ważne. W czymś innym czuję się na tyle mocny, żeby o tym pisać i na tyle zaintrygowany, żeby temat dalej zgłębiać. Szczęście i  poszukiwanie go w życiu. Dla wielu jest ono jak mistyczne Eldorado, choć odnalezienie szczęścia może nie być tak trudne jakby się mogło wydawać. Ale to nie wszystko. Żeby być spełnionym i szczęśliwym, trzeba zadbać o kilka konkretnych sfer naszego życia, m. in. o relacje z innymi ludźmi i szczyptę egoizmu, skupienie się na sobie i własnym rozwoju. Że co? Że wielu już o tym pisało? Tak, i co z tego? Każdy od czasu do czasu wypowiada opinię na jakiś temat. Poświęcenie się tematowi to inna sprawa.

Ile już kroków postawiłem w czasie tej wędrówki? Czasem mam wrażenie, że błądzę. Długa droga przede mną, ale lepiej osiągać dużo drobnych, ale określonych celów, aniżeli skakać dookoła tematu próbując ugryźć go z jak największej liczby stron, żeby tylko coś udowodnić. Ja nie muszę niczego udowadniać. To moje życie i moje opinie. Krótkie formy z konkretną puentą. To niewątpliwie bardziej mój styl. Chociaż raczej powinienem powiedzieć styl, który na chwilę obecną najbardziej mi pasuje, bo czy ja mam już jakikolwiek styl wyrobiony? Patrzę na to co stworzyłem i widzę jeden wielki brak konsekwencji. Ale wiem, że do celu można dojść zazwyczaj wieloma drogami, dlatego się nie martwię. Wszystko przyjdzie razem z doświadczeniem. Aktywność w mediach społecznościowych też. One będą wisienką na torcie dopełniając dzieła.

Planuję wszystkie zmiany wdrożyć do końca lutego. Do tego czasu mgła się jeszcze nie rozwieje, ale może przynajmniej rozrzedzi. A co przyniesie przyszłość? Zobaczymy.

Podziel się ze światem!