Jak łatwo oceniamy innych

czas-zegar-ocena#czassucieka #niemastresu #niechpanitakniekrzyczy #gniewkonawetniepomoże

Niecałą sekundę. A w praktyce około 150 do 300 milisekund zajmuje nam dokonanie oceny sytuacji i reakcja. To mało, wręcz śmiesznie mało, szczególnie gdy pomyślimy o tym jak duże konsekwencje mogą mieć nasze działania.

Czy nie warto byłoby każdej napotkanej sytuacji odpowiednio ocenić? Pewnie tak, ale skróty myślowe i reakcje emocjonalne są w nas zakorzenione tak mocno, że zanim się zorientujemy, jesteśmy już w centrum burzliwych wydarzeń, mimo iż mogła minąć dopiero minuta.

Bez emocji życie byłoby nudne. Tak, również strach jest urozmaiceniem codziennej rutyny. Szkoda tylko, że najczęściej nie przybiera postaci małego fioletowego stworka z filmu „w głowie się nie mieści”, którego można zignorować, kiedy biega dookoła konsoli sterującej naszym życiem, a dość wrednego robaka, który zalęga się w głowie i przypomina o sobie w najmniej spodziewanych momentach.

Strach przed zmianą i nieznanym

Właściwie to z grubsza to samo. W końcu nieznane, którego się boimy ma zmienić coś w naszym życiu. Tak dokładnie było z czternastoletnim chłopakiem w Stanach, który przyniósł do szkoły zegar własnej konstrukcji. Duma i radość konstrukcji szybko zostały zduszone przez strach nauczycieli przed zawartością pudełka. W większości przypadków nauczyciele pogratulowali by konstrukcji, ale chłopak miał pecha, bo wpadł w sidła stereotypu. Ma na imię Ahmed i jest muzułmaninem. Co ciekawe, nauczyciele znali go i wiedzieli o jego technicznych zainteresowaniach, ale tak czy inaczej w obliczu nietypowej sytuacji, zareagowali stereotypowo. Nie wątpię, że w najbliższym czasie dokładnie takie schematy będziemy widzieć w Europie. Emocje jakie wywołuje fala uchodźców będą tylko pogłębiać strach przed nieznanym i stereotypowe myślenie. A każda najmniejsza notka prasowa o tym co zrobili, albo czego nie zrobili uchodźcy będzie nadinterpretowana przez media na tysiące różnych sposobów.

Ale wróćmy do tematu.

Mózg od kuchni

Jedna trzecia sekundy. To mniej niż potrzebujemy na łyk kawy, otwarcie przeglądarki w komputerze, odblokowanie telefonu, otwarcie plecaka, odpakowanie batona, czy wejście do autobusu.

Jaki mechanizm tutaj działa? Dość skomplikowany, bo za nasze reakcje, w tym te bazujące na stereotypach, nie jest odpowiedzialny tylko jeden ośrodek w mózgu. Duże znaczenie ma jednak ciało migdałowate, które odpowiedzialne jest między innymi za reakcje pierwotne. To ono reaguje jako jedno z pierwszych zastanawiając się czy mamy walczyć, uciekać, czy ogólnie jest luz i można zrzucić proces myślowy na kogoś innego. Najczęściej nie mamy do czynienia z sytuacjami zagrożenia życia, ale przez taki filtr przepuszczamy wszystko co się dzieje w naszym życiu, tak więc nasza reakcja może być bardzo spontaniczna i do pewnego stopnia niekontrolowana przez nas.

Nasze najdroższe stereotypy

Ale z drugiej strony stereotypy, które w tym procesie też biorą udział, są nam potrzebne. Ułatwiają ocenę otoczenia podsuwając skróty myślowe, tak więc przyjmujemy, że kwiaty ładnie pachną, dojrzałe pomidory puszczą dużo soku, a Chopin tworzył wyjątkowe dzieła. Dzięki temu nie musimy poświęcać czasu na analizowanie całego otoczenia zawsze od początku. W dzisiejszych czasach zdominowanych zalewem informacji, podkreślmy, że często bezwartościowych informacji, każde uproszczenie jest na wagę złota. I tu zaczynają się schody, bo z ludźmi łatwo przesadzić w drugą stronę. Szuflady szufladami, ale trzeba pamiętać jeszcze o takich czynnikach jak osobowość, emocje, przywiązanie, uprzedzenia, wpływ religii, czy bełkot informacji przekazywanych przez media.

I tak dopóki nie pozna się kogoś bliżej, jedynacy jakby się nie starali, zostaną zawsze rozpuszczonymi egoistami. Ścięcie włosów będzie oznaczało utratę mądrości lub co gorsza siły. Okularnicy będą kujonami chowającymi się w ciemnych pokojach. Profesorowie na uczelniach będą żyli w kreatywnym bałaganie, a o rudych lepiej już w ogóle nie wspominać.

Co dalej?

Oceniamy świat po części podświadomie i to jeszcze nie stanowi problemu. Problemem jest przyzwyczajenie się do bezgranicznego ufania tym ocenom. W sytuacji, kiedy upraszczamy sobie rzeczywistość poprzez powielanie schematów, bardzo łatwo zaszufladkować kogoś niesłusznie. Sam pamiętam jak na początku studiów starałem się trzymać z dala od ludzi w dresach, bo nie budzili mojego zaufania. Ponad rok zajęło mi pozbycie się klapek na oczach, a kolejny zakumplowanie się. Pod koniec studiów trzymaliśmy już mocno sztamę. Od tamtej pory ocenianie ludzi po pozorach staram się chować głęboko w kieszeni, bo na dobrą ocenę sytuacji składają się fakty, a nie stereotypy. Warto też rozumieć jak oceniamy innych, a do tego przydaje się samoświadomość.

To temat na osobny duży post, z którym niewątpliwie będę chciał się zmierzyć. Upraszczając jednak, jednymi z kluczy do celu jest słuchanie i obserwacja. Inne osoby cały czas wyrażają o nas opinie. Jeśli nie słownie, to poprzez gesty i mimikę. Chłonąc te sygnały poznajemy siebie. Oczywiście jeśli uda się nam pokonać wielki mur blokujący wszelką krytykę od wdarcia się na nasze terytorium. Jeśli się to uda, to potem jest już z górki. Zostaje tylko zastanowić się jak wnioski przekuć w konkretne działania.

Poza tym warto zadawać pytania. Jak lepiej określić fakty jeśli nie przez ciągłe badanie otoczenia. Dodatkowo zadając pytania stajemy się w otoczeniu postrzegani jako ktoś ciekawszy od tych co tylko mówią o sobie.

Zbuduj, a nie kupuj

W historii Ahmeda jest jeden dodatkowy czynnik. Nauczyciele go już znali, więc podstawowy bagaż faktów był z nimi na miejscu. Chłopak nie był dla nich kimś zupełnie obcym, a mimo to zareagowali stereotypowo w obawie o swoje i innych dzieciaków życie. To jest duża odpowiedzialność, więc też bym nie wieszał ich na szafocie. Odpowiedzialność, stres, zmęczenie, to wszystko razem utrudnia podejmowanie dobrych decyzji, prowadząc do nieprzyjemnych czasem sytuacji. Ale biorąc pod uwagę nacisk na bezpieczeństwo w USA szkoda że Ci sami nauczyciele nie byli przeszkoleni, żeby odpowiednio zareagować. I nie twierdzę, że nie byli przeszkoleni w ogóle. Może byli, ale koniec końców fakty ugięły się pod ciężarem stereotypu i sytuacja miała swój koniec w mediach. A tego nikt chyba by nie chciał. Fakty to podstawa.

Na koniec wróćmy do zegara. W Polsce kiedyś takie zegary samoróbki stały w prawie każdym domu, bo nie było ich w sklepach. Sam pamiętam jak żar z lampowych wyświetlaczy tworzył klimatyczną poświatę w zimowe poranki. Każdy majsterkowicz przygotowywał takie układy z tego co było pod ręką, chowając je w równie wymyślnych obudowach, choćby w pudełku po margarynie. Amerykanie może i ominęli takie czasy, więc zbudowanie czegoś własnym kosztem może być dla nich zaskoczeniem, ale rude nie musi być wredne, za to zbyt szybka ocena może nas wiele kosztować.

Podziel się ze światem!