Jak ćwiczyć kreatywność?

kredki kreatywność innowacja#myślimy #eureka #kreatywnemyślenie #zarazcośsięwymyśli

Znacie obraz „Akordeonista” Pabla Picassa? Jedno z największych dzieł kubizmu. Wielu się nim zachwyca, chociaż większość pewnie się zastanawia kto podmienił autorowi tabletki nasenne i na co. Niewątpliwie wymyślenie tak abstrakcyjnej koncepcji wymagało niemałej dozy kreatywności. Umiejętności, która jest może i doceniana, ale mam wrażenie, że jest bardzo mało trenowana w dzisiejszych czasach.

Mniej więcej 10 lat temu odebrałem jedną z najważniejszych lekcji w swoim życiu. Lekcję kreatywności i innowacyjności właśnie. To było trochę zaskakujące, ale ćwiczenia w takim kierunku nie tylko są mało wymagające czasowo (można je wykonywać praktycznie wszędzie), ale mogą być również całkiem przyjemne.

To zabawne. Z perspektywy czasu, kiedy widzę jak łatwo można rozwinąć swoją kreatywną stronę, dziwię się, że wiele osób ma bardzo duże problemy z wymyśleniem czegokolwiek. A przecież nawet szykowanie obiadu może być polem do popisu dla kogoś, kto aspiruje do tworzenia rzeczy ciekawszych niż ułożenie obok siebie kotleta, ziemniaków i kapusty. Każda drobna czynność, w której wykorzystujemy jakąś umiejętność pomaga nam ją utrwalić, albo rozwinąć, a okazji na co dzień nie brakuje.

Wydawałoby się, że stworzenie ponadczasowego dzieła to coś nieosiągalnego dla szarego Kowalskiego i pewnie faktycznie większość ludzi nie stworzy czegoś znanego na cały świat, ale każdy może tworzyć fajne rzeczy w swoim otoczeniu i raczej nikt nie będzie żałował rozwoju w takim kierunku. Naprawdę nie trzeba mieć dyplomu inżyniera czy artysty plastyka żeby wręcz tryskać ciekawymi pomysłami. Bo kreatywność to „mięsień” jak wiele innych w naszym ciele. Możemy go ćwiczyć codziennie, np. wykorzystując jedno z poniższych prostych ćwiczeń.

Marudzimy

Tak, ale marudzimy konstruktywnie. Codziennie widzimy rzeczy, które nam się nie podobają. Może to być nie taki kolor elewacji, zbitek kabli na podłodze, ostra krawędź kanapy kiedy dziecko biega dookoła. Oczywiście odrzucamy wszystko co nie ma realnego wpływu na nasze życie. W końcu kolor elewacji budynku to nie jest coś o co chcemy koniecznie walczyć. No chyba, że mamy alergię na kolor zielony i naszą świętą misją stają się cotygodniowe wizyty w spółdzielni, żeby ten kolor zmienić.
Jak już wiemy jakie są problemy, puszczamy wodze fantazji i wymyślamy jak najwięcej rozwiązań, nawet jeśli okażą się kompletnie nierealne. Może się okazać, że wymyśliliśmy tylko trzy, albo tylko jedno rozwiązanie. To nieważne. Z czasem spokojnie dojdziemy do takiej wprawy że będzie ich więcej. W tej całej grupie będą takie rozwiązania, które będziemy czuli, że da się je zrealizować z korzyścią. I tu sprawa jest prosta. Jeśli bawiliśmy się w hipotetyczne rozwiązywanie problemów jadąc autobusem, wykonaliśmy po prostu kawał dobrej roboty. Jeśli zastanawialiśmy się nad elementami naszego życia, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pomysły przekuć na faktycznie działające rozwiązania.

Co dalej? Jak się robi zbyt prosto możemy zawsze zmodyfikować tę metodę próbując skupić się na tym co by się faktycznie przydało innym osobom.

Podpatrujemy

Ale nie kopiujemy. Dobrze jest patrzeć jak inni sobie radzą z problemami, ale zamiast ślepo powtarzać takie same rozwiązania, możemy się zastanowić co jeszcze można zrobić lepiej. Dalsze kroki i modyfikacje metody mogą być takie same jak powyżej.

Wczuwamy się

Każdy ma trochę z aktora. Każdy umie się wczuć w skórę innych osób (to też można wyćwiczyć). To nie jest tak, że ludzie empatyczni mają monopol na rozumienie innych. Oni po prostu robią to automatycznie.
Jest taki utwór Katarzyny Nosowskiej „Daj spać”. O skakaniu z wież kościelnych, paleniu się na placach – bardzo emocjonalny. Trudno sobie wyobrazić pisanie takiego tekstu siedząc z kieliszkiem wina na kanapie,  w stanie pełnego relaksu.

Wychodzimy z domu

Kreatywność bierze się z łączenia w nowy sposób tego co już wiemy, nawet jeśli nie zdajemy sobie sprawy z tej wiedzy. Siedząc w domu i oglądając „Trudne sprawy” raczej nie dowiemy się niczego nowego i fajnego. Trzeba czasem wyjść na dwór, poznać kogoś, wyjechać w podróż i przywieźć dużo fajnych doświadczeń. Pozwolić mózgowi skatalogować to wszystko, żeby później mógł stworzyć mieszaninę pozornie niepasujących do siebie elementów i podrzucić ją w formie gotowego rozwiązania.

Zrywamy z rutyną

Rutynowe działania to rutynowe myślenie, a kreatywność nie lubi rutyny. Jeśli chcemy myśleć poza standardem, musimy też od czasu do czasu zerwać ze sztywnymi ramami przyzwyczajeń. Zamiast iść do restauracji, zaprośmy znajomych do siebie na wspólne gotowanie. Zamiast oglądać telewizję, wyjdźmy na spacer obserwować świat (patrz punkt powyżej). Zamiast samochodem, pojedźmy komunikacją miejską. To nie muszą być skomplikowane czynności. Rutyna tkwi również w drobiazgach.

Rysujemy

Kto z nas nie rysował dziwnych figur i kolorowanek na marginesach zeszytów w szkole czy na studiach. Takie zabawy też pobudzają naszą kreatywną stronę, więc nie hamujmy się jak przyjdzie nam ochota na rysowanie.

Wyciągamy wnioski

A wieczorem znajdźmy chwilę na przemyślenie tego co się dzieje w naszym życiu. Poukładajmy wiedzę, którą zdobyliśmy. Pomóżmy naszemu mózgowi skatalogować wszystko zgodnie z sobie znaną metodą.

Kreatywność a wynalazki

Większość wynalazków jest tworzona przez tzw. umysły ścisłe – fizyków, chemików, inżynierów. Ale jeśli myślicie, że nie ma wyjątków to jesteście w błędzie. Nie trzeba inżyniera, żeby coś wymyślić. Czasem trzeba inżyniera, żeby pomógł dopracować szczegóły, ale sam pomysł może pochodzić od kogokolwiek. Przykłady Marion Donovan i Paula Browna pokazują to dobitnie.

Marion Donovan skończyła architekturę, jednak jej pomysł na jednorazowe pieluszki dla dzieci wziął się z jej doświadczeń jako matki. W 1950 roku pierwsze egzemplarze nowych pieluszek były już testowane.
Paul Brown, właściciel wytwórni tworzyw sztucznych wymyślił zawór do ketchupu, który znamy z dzisiejszych butelek. To był rok 1991. Takie zawory już istniały, ale były z nimi różne problemy. Konstrukcja Browna, wzorowana na układzie zamkniętego klosza kwiatowego szybko znalazła uznanie głównych producentów czerwonego szaleństwa, przynosząc wynalazcy całkiem przyzwoite pieniądze.

Wiele z drobiazgów, które uprzyjemniają nam życie wymyślone zostały właśnie przez pomysłowych Dobromirów, niekoniecznie inżynierów: nożyczki do pizzy, parasole dla psów, stół do ping ponga w drzwiach, wózek z deskorolką. Takich szalonych pomysłów jest cała masa dookoła nas. Co więcej, wszystkie da się dalej usprawniać (tak, tak, marudzimy).

O czym warto pamiętać?

Dajmy sobie czas. Nie można rozwinąć żadnej umiejętności w kilka dni. Za to konsekwentny trening da zauważalne efekty w ciągu kilku miesięcy. Jeśli nauczymy się rozwiązywać proste problemy,  te trudniejsze również pojawią się w zasięgu ręki.

Ale pamiętajmy, że jeśli nie boli, znaczy że robimy to źle. Nie lubię tego powiedzenia, bo w przypadku ćwiczeń fizycznych zazwyczaj oznacza zbyt duże obciążenie niektórych partii ciała. Natomiast rozwój intelektualny wymaga wyjścia ze swojej strefy komfortu. Jak nie poczujemy się niepewnie, na granicy swoich możliwości, nie będziemy osiągać najlepszych efektów. Można osiągnąć na pewno jakieś efekty, ale chyba nie o to nam chodzi. W końcu chcemy być kreatywni, a nie mniej więcej kreatywni.

Podziel się ze światem!