Dla sztuki

Słuchawki na biurku, lifestyle#muzyka #lifestyle

Lato 2015. Kolejny dzień upałów. W lodówce chłodzi się piwo, a ja zamiast rozkoszować się cudownym jęczmienno chmielowym smakiem, siedzę i piszę. No właśnie, piszę… Ja? [Ty. Hehe.]

Pomysł potrzebował pół roku, żeby na dobre wykiełkować. Zima 2014 roku biła do bólu klasyką: brak śniegu uwypuklał wszystkie odcienie szarości. [50 odcieni szarości? Coś tu bije dramatycznym hitem pseudo literackim ;)] Z dworu wiało nudą, a Internet, który miał być odskocznią od tego wszystkiego, podrzucał kolejne artykuły do przeczytania. Miałem przez chwilę wrażenie, że każdy portal piszący o budowaniu marki, samorozwoju, czy rozwoju własnego biznesu, krzyczał żeby zacząć pisać bloga. Jakiś głos w głowie spytał:
– A dlaczego tak właściwie nie wrócisz do pisania?
– Te kilka opowiadań i tekstów piosenek nazywasz pisaniem? Moje doświadczenie jest bliskie zeru. [Zapominasz o hektolitrach akapitów, wypisywanych na forach nieistniejącego już serwisu społecznościowego z winoroślą w herbie. Rzeki filozoficznych dysput i monologów, które ktoś jednak czytał, bo i odpisywali ;) Jak o tym pomyśleć, to doświadczenie masz niebagatelne.]
– I to ma Cię powstrzymać? Czy wszyscy blogerzy byli super doświadczeni jak zaczynali?
– No dobrze, ale co ja mam tak naprawdę do zaoferowania? Pomysły się znajdą, ale trzeba mieć jeszcze wiedzę. [Mnie tam zawsze powtarzasz, że mam taką wiedzę, że nic tylko pisać. To sam nie napiszesz?]
– A kto powiedział, że masz pisać z perspektywy eksperta? Poza tym to będzie okazja do pokazania, że nie zawsze się zgadzasz z innymi blogerami.

[No teraz to już przesadziłeś. Ty się NIGDY z nikim nie zgadzasz. Pierniczony indywidualista ;)]

Zabrzmiało to przekonująco. Został tylko ten charakterystyczny dyskomfort, pojawiający się kiedy głosy w głowie po prostu wiedzą lepiej. Zupełnie jak rozmowa z żoną. Możesz argumentować, przekonywać, ale ostatnie zdanie zawsze znajdzie się po drugiej stronie.

[Choć raz w życiu gadasz z sensem!]

Kilka rzeczy od razu stało się jasnych. Wiedziałem, że będę musiał wydobyć wszystkie pokłady cynizmu, zgryźliwości, dystansu do świata i gramatyki, żeby ujarzmić tego potwora. No i bezapelacyjnie odświeżyć wiedzę o kotach, cyckach i śmiesznych filmikach. Zwrócenie uwagi w odpowiednim momencie to klucz.

„Dajmy sobie trochę czasu” pomyślałem – niech pomysł osiądzie, dojrzeje i zobaczymy, może wyjdzie ze mnie słomiany zapał, albo chociaż dokonam odpowiednich modyfikacji. „Pisz bloga!” – koncepcja jak siedziała tak siedzi. Uparcie i bezsprzecznie. „Pomożecie?” spytałem szare komórki. Brak odzewu mógł oznaczać wiele rzeczy, nie będę się póki co jeszcze przejmował. Na razie musi mi wystarczyć głucha cisza.

Pół roku później otwieram piwo i drżącym ruchem ręki klikam „Opublikuj”. To będzie interesująca przygoda.

[psssssssst!]

[Komentowało alter ego]

Podziel się ze światem!