Co świadczy o tym, że zespół się skończył?

Koniec zespołu#koniecjestpoczątkiem #idźnakoncert #ulubionamuza

I się już ponownie nie zacznie

Zazwyczaj nie czytam recenzji płyt muzycznych, czy pojedynczych utworów. Jeśli widzę zespół, który mnie zainteresuje, po prostu staram się przekonać samemu czy mi się spodoba, czy nie. Jeśli w ciągu 30 sekund piosenka mnie nie przekona, to nawet najlepsza recenzja nie pomoże. 30 sekund – tyle jestem w stanie poświęcić każdej piosence. Każdy jest – Ty również. Jeśli artysta przez 5 minut przynudza, a ostatnie 30 sekund utworu rozbija skorupy orzechów, to szkoda, ale przy 30 milionach utworów w bazach serwisów strumieniujących muzykę, nie warto tracić na to czasu. Nie jest to reguła, ale na pewno dobra praktyka, pozwalająca dość szybko uzupełniać swoje ulubione playlisty o utwory, do których warto wracać.

Nie jest to reguła, bo nie wiem czy pamiętasz, ale kiedyś bardzo słabo zaopiniowałeś jedną z najlepszych polskich płyt ostatnich lat, właśnie po jednorazowym przesłuchaniu. I traf chciał, że potem trafiłeś na jej świetną recenzję. I posłuchałeś tej płyty jeszcze raz, i „jeszcze nieraz”, jak to mawiał Mentor. I sam wiesz co teraz o niej myślisz – na pewno coś zgoła odmiennego, niż po pierwszym przesłuchaniu. Ale to chyba temat na osobny wpis.

Bawiąć się brzmieniem

Są jednak takie zespoły, które co kilka lat dodają kolejny album do kolekcji i każdy krążek wywołuje tyle emocji, że trudno przejść obok, nie przeczytawszy chociaż kilku opinii „specjalistów”. Świetnym przykładem jest zespół Offspring. Zespół, który gdzieś w 6 klasie podstawówki wywrócił moje pojmowanie muzyki do góry nogami. Nagle dowiedziałem się, że poza Spice Girls, DJ-em Bobo i Kapitanem Jackiem (nie Morganem) istnieje coś nowego, tak świeżego, że kolana miękną i chcą zacząć się zginać w drugą stronę.

Od 1996 roku minęło już prawie 20 lat, a ja widzę, że nadal chętnie wracam do wielu kawałków Offspringa, i wiem, że z miłą chęcią przesłucham nowy album, który wielkimi krokami się zbliża. Tak, przesłucham go w całości i naprawdę nie mogę się już go doczekać. To jest jeden z tych zespołów, przy których dobre praktyki zawodzą i żadne 30 sekund na kawałek nie może mieć miejsca. Zupełnie jak dobry znajomy, któremu zawsze pożyczymy 2 złote na puszkę coli, nawet jeśli żelazne zasady nie pozwalają nam pożyczać pieniędzy nikomu i nigdy. To jest ten rodzaj emocjonalnej więzi, który nie pozwoli  na frywolne skakanie po kawałkach. Nie zrobię tego na pewno, dopóki nie zrozumiem w pełni o czym jest nowy album i nie poukładam sobie w głowie własnej opinii na jego temat. I wątpię, żeby cokolwiek, czy ktokolwiek wpłynął na moje podejście, szczególnie że zazwyczaj jest to narzekanie, jak bardzo zespół się „skończył”. Co to w ogóle znaczy, że się skończył?

Cofając się do tyłu*

Czy jest możliwe zaskakiwanie fanów za każdym razem w taki sposób, że bicie kolejnych rekordów popularności już nikogo nie dziwi? Sportowcy oraz aktorzy mają lepsze i gorsze momenty, więc nie można powiedzieć, że im się to udaje. Muzykom też nie może, bo „najlepsze płyty” zawsze są tylko jedne. Tylko ludzie kłócą się, która faktycznie jest ta najlepsza. Prawda jest taka, że wszystkie są najlepsze, tylko dla różnych ludzi. Każdy odbierze różne płyty w różny sposób. Nie do każdej wróci, ale za sprawą nowych piosenek wróci do tych starszych, pójdzie na koncert, czy poogląda filmy na YouTubie. Hejterzy oczywiście się znajdą, a kolejne określenia typu „skończyli się”, „to już nie to samo”, czy „przestaję słuchać” pojawią się w eterze, ale to nic nie zmieni. Zespół do konkretnej grupy ludzi dotrze i Ci ludzie przyjdą na koncert się razem bawić. Jedni fani odchodzą, inni przychodzą. Świat się zmienia, zespoły się rozwijają, chcą grać nowe rzeczy i nie będą trafiać zawsze do dokładnie tej samej grupy ludzi.

Zgadzam się z Tobą jak rzadko. Aczkolwiek nie da się ukryć, że naprawdę są zespoły, których po kilku płytach nie da się już słuchać i naprawdę nie chce mi się wierzyć, że ktoś to robi. Przez grzeczność nie będę wymieniać ;)Ale niekoniecznie mogę powiedzieć, że „się skończyły”. Non omnis moriar.

Nowy zespół, nowe zasady

Jaki jest przepis na „najlepszą płytę”? Truizmem byłoby powiedzieć, że nie ma takowego. Nagranie płyty podobnej do „Smasha” czy „Americany”, które były najpopularniejsze w historii zespołu, nie byłoby też świetnym rozwiązaniem. Zadowoliłoby to jednych fanów, drudzy by powiedzieli, że to nowa „najlepsza płyta”, a jeszcze inni zaraz by się przyczepili, że zespół jest wtórny, że „odcina kupony od popularności”. No i przez to oczywiście się „skończył”. Nie dogodzisz. I nie chodzi nawet o to, że wiele piosenek Offspringa jest podobnych do siebie. Wiele faktycznie jest, ale to też wynika ze stylu gry, na którym kapela buduje kolejne nagrania. Stylu, który oczywiście również ewoluuje, ale jest cały czas bezbłędnie rozpoznawalny.

Więcej. Offspring to zespół, który rozpoznaje się po trzech pierwszych taktach. Tyle wystarczy, żeby wiedzieć, że to Offspring. Szacun. 

Koniec, który jest początkiem

No to co świadczy o „kończeniu się” zespołu? Fakt, że większość ostatnich wydań zespołu pokryła się złotem w samych tylko Stanach Zjednoczonych? Że tylko w samym serwisie Spotify, zespół odnotował kilkaset milionów odtworzeń ich piosenek? Że ich ostatni singiel dotarł do pierwszego miejsca na liście billboardu? Że zagrali na kilkunastu festiwalach w tym roku i zagrają na kolejnych 10?

Jeśli w taki sposób zespoły się kończą, to ja chciałbym grać w takim zespole. Wracając do pytania z tytułu, zespół się „skończy” jeśli oficjalnie przekaże mediom, że kończy działalność i nie będzie już więcej nagrywał i występował. Żadne lepsze, czy gorsze płyty, niedyspozycje na koncertach, długie przerwy w nagrywaniu, czy oddanie się ochronie zagrożonych gatunków w Birmie. Prosta informacja – „kończymy”. Chociaż, tak się zastanawiam, czy to faktycznie oznacza koniec?

* pleonazm zamierzony

Z lokalnego podwórka – choćby Czesław Niemen. Współczesnych wykonań „Snu o Warszawie” czy „Dziwnego  Świata” na bank się nie doliczymy. I czy ktokolwiek odważyłby się powiedzieć o Niemienie, że się skończył? a człowiek przecież nie nagrywa już od ładnych paru lat. 

Komentowało Alter Ego

Podziel się ze światem!