15 argumentów na korzyść serwisów streamingowych

Źródło streaming#źródło #chmura #streaming #muzycy #wszystkopłynie

Które wszyscy, a przede wszystkim muzycy powinni znać

O serwisach streamingowych, szczególnie muzycznych, powiedziane zostało już dużo. Wiele osób je kocha ale jest też grupa ludzi, która sieje defetyzm, powołując się na wrażliwość ludzkiego sumienia. Nie, nie uważam że artyści (m. in. Billy Corgan ze Smashing Pumpkins, Beck, czy Radiohead) wskazujący problemy serwisów takich jak Spotify, Apple Music, czy Tidal nie mają racji. Mają jej aż za dużo. Patrząc jednak z dalszej perspektywy, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że sami są sobie do pewnego stopnia winni. Łatwo jest znaleźć pojedynczego kozła ofiarnego, ale cały rynek jest trochę bardziej skomplikowany i wymaga angażowania się w większym zakresie tematów.
Z drugiej strony mamy artystów, próbujących przekonać wszystkich, że nowe technologie mogą być wielką korzyścią dla muzyków, ale tutaj też nie obyło się bez odpowiedniego komentarza. Warto zachować odpowiednią dozę sceptycyzmu, bo rynek muzyki odtwarzanej wprost z chmury dopiero się rozwija. Ale rozwijać się będzie niezależnie od tego co zrobią najwięksi krytycy. 15 argumentów za tym, że niezależnie od chęci i sytuacji, postępu się nie zatrzyma, znajdziecie poniżej.

1. Artyści grają dla ludzi

Wyszedłem na scenę i krzyknąłem „Jesteście tam?”. Ale nikogo nie było.
Gdzie są wszyscy?” pomyślałem. Byli gdzie indziej. Siedzieli na serwisach streamingowych słuchając muzyków, którzy grają dla nich.

Nawet jeśli muzycy nie zdają sobie z tego sprawy, albo będą iść w zaparte, że grają przede wszystkim dla siebie, jeśli chcą myśleć o zarabianiu na muzyce, muszą zrozumieć zależność pomiędzy artystą a odbiorcą. Prawda jest taka, że potrzebują słuchaczy bardziej niż słuchacze muzyków. Z bazy 30 milionów utworów, każdy użytkownik wybierze coś dla siebie.
Muzycy oczywiście też mają wybór. Mogą próbować walczyć z systemem, albo być tam, gdzie ich odbiorcy. Tutaj nie ma żadnej skomplikowanej filozofii. Technologia się zmienia i słuchacze zamiast sklepów muzycznych wolą zacisze i pozorną intymność Internetu.

2. Wygoda

Dziś sam wybrałem wygodny fotel zamiast tłuc się komunikacją miejską przez pół miasta. Ekspres do kawy nie zdążył się rozgrzać, a ja już się cieszyłem, bo nowa lista piosenek widniała na ekranie.

To była rewolucja, która podzieliła świat na dwa obozy. Napster. Szybki dostęp do praktycznie każdego utworu muzycznego jaki sobie zamarzymy. Tylko ściągnąć na dysk. No właśnie. Pojawił się problem legalności, który był źródłem nieustających kontrowersji. Nikt nie potrafił wymyślić dobrego rozwiązania, które zalegalizuje tę strefę. Aż do dziś. Wygoda nie tylko pozostała, ale liczba funkcji pomagających nam wyszukiwać i słuchać muzyki jest wielokrotnie większa od tego, co było dostępne jeszcze 15 lat temu. Do tego muzyka, którą mamy na wyciągnięcie ręki jest legalna.

Czas i łatwość dostępu to dziś wartości nieocenione. Jeśli w kilka sekund mogę znaleźć kilkanaście piosenek odpowiednich do nastroju, pory dnia, okazji, czy ilości wypitego alkoholu, to nie wyobrażam sobie powrotu do starych czasów. Nad tym wszystkim czuwają dodatkowe funkcje, jak podpowiadanie utworów, które mogą nam się spodobać, dostęp do playlist w chmurze, współdzielenie ich, dostosowywanie tempa utworów do tempa ćwiczeń, które sobie fundujemy. To wszystko jest o lata świetlne od pierwszego Napstera i o niebo lepsze od najbardziej bogatej bazy torrentów, nie mówiąc już o kupowaniu w sklepie płyty w ciemno.

3. Wytwórnie zgarniają większość kasy, więc może czas zmienić zasady gry

Poszedłem do sklepu z płytami, ale miałem wrażenie, że po sklepie krąży tylko starszy pan ścierający kurz z krążków.

Dziś nie sprzedaje się już tak wielu fizycznych nośników, co jeszcze 5 lat temu. Promocja przez Internet jest tańsza niż konwencjonalnymi metodami (radio, telewizja, prasa). Czy wytwórnie naprawdę muszą zabierać lwią cześć zysków, żeby utrzymać odpowiednie przychody? Każdy lubi zarabiać, ale dobrze prosperujący rynek wymaga dogadania się wszystkich stron, dlatego artyści powinni przyjrzeć się bardziej podziałowi zysków z wytwórnią, zamiast tylko uderzać w aplikacje. Nowe czasy wymagają nowego układu sił. Dziś (zresztą podobnie jak kiedyś) artysta zarabia średnio 10% całej puli przychodów. Resztę zabiera z grubsza wytwórnia, pośrednicy, podatki. Ryzyko inwestycji? Owszem jest, ale czy to jest to samo ryzyko, które było jeszcze 20 lat temu? Raczej nie. Wiele osób by powiedziało, że ryzyko jest większe, bo konkurencja jest większa. I mieliby rację, ale Internet daje takie możliwości, że przy tym samym budżecie na promocję można dziś osiągnąć lepszy efekt, nie dotykając w ogóle nośników fizycznych.

4. Na zachodzie zarabia się krocie na gadżetach. A u nas?

Miałem sen. Wygłodniały muzyk próbował sprzedawać swoje płyty na ulicy.  Bez rezultatu. Drugi sprzedawał kubeczki i koszulki ze swoim logo i jakimś śmiesznym tekstem. Zakończył dzień przed czasem, bo towar rozszedł się szybciutko.

Można na sprzedaży płyty zarobić kilkadziesiąt tysięcy złotych, ale taka sytuacja dotyczy raczej tylko czołowych muzyków w Polsce. Koncerty dokładają swoją dolę i niewątpliwie mogą być głównych źródłem zarobku, ale dlaczego na tym tylko poprzestać? Dlaczego wielu artystów tak się wzbrania, żeby na marce, którą zbudowali sprzedawać różnego rodzaju gadżety? To nie muszą być przecież koszulki i kubeczki. Ludzie uwielbiają przypinki, etui na telefon,  właściwie wszystkie te zarówno potrzebne, jak i niepotrzebne drobiazgi. A można pójść jeszcze dalej: biżuteria, pozostałe części garderoby, torebki, buty, perfumy, itd. Tylko wyobraźnia nas ogranicza, bo przecież logo zespołu nie musi być motywem przewodnim. Blogerzy zarabiają na pokazywaniu stylu życia, dlaczego muzycy by nie mieli? Tam gdzie liczą się pieniądze, granica tzw. obciachu jest mocno przesunięta.

5. Informacja o tym kto nas słucha

Oni tam byli. Widziałem ich. Słuchali mojej muzyki, a ja czułem, że przemawiam do nich przez muzykę.

Po co planować trasę koncertową na czuja i potem się martwić, czy aby na pewno ktoś przyjdzie na koncert? Na promocji koncertu przez lokal, albo niedoświadczonego organizatora można się nieźle przejechać (tak, kiedyś grałem koncert dla 5 osób w klubie, który potrafi pomieścić dwa tysiące; organizatorem była fundacja, która jak się okazało nie ma pojęcia o tym jak taki koncert zorganizować). Serwisy streamingowe podają informację gdzie ludzie są zainteresowani daną muzyką. Poszukiwanie nowych fanów jest ważne, jednak nie zastąpi fantastycznego uczucia wiernych słuchaczy, którzy z chęcią będą się bawić pod sceną. Zagranie dla pustej widowni w dużym mieście nie jest fajne i prestiżowe. Koncert w małym miasteczku bez nazwy, na którym będzie się bawiło 200 osób, może być najlepszym w życiu.

6. Postępu i tak nie zatrzymamy

Maszyna ruszyła. Stukot kół skutecznie spędzał sen z powiek. Kiedyś zasnę, tylko w jakim świecie się obudzę?

Postęp zawsze nas zaskoczy. W dzisiejszych czasach technologie potrafią zmieniać się z roku na rok. Może nie wszyscy nadążają za zmieniającymi się trendami, ale jednak sporo ludzi owszem. Dlatego lepiej nie zostać w tyle. Pozostawanie w miejscu niestety niesie za sobą ryzyko zapomnienia. Kto dziś używa MySpace’a? Ktoś jeszcze o tym pamięta? Muzycy może tak, ale słuchacze? Wątpię.

Żyjemy w erze strumieniowania i nic nie wskazuje na to, że cofniemy się do „starych dobrych czasów”. Warto przełknąć dumę i się w końcu adaptować. Za kilka lat i tak ktoś wymyśli coś nowego, lepszego i rynek znów się zmieni. Postęp jest jak pociąg. Rozpędzony jest nie do zatrzymania. Chcesz stanąć naprzeciw niego?

7. Jakiekolwiek pieniądze są i tak lepsze od żadnych

Konto jak zwykle świeciło pustkami. Aż do teraz. Okazało się, że ktoś zapłacił, żeby posłuchać mojej muzyki.

Tak, fajnie było zapłacić w sklepie za pachnącą (no właśnie czym?), świeżutką płytę i delektować się jej brzmieniem po powrocie do domu. To było fantastyczne, ale kiedyś. Dziś żeby wyrwać się z pędu otoczenia, zamiast do sklepu muzycznego lepiej iść z drugą połówką na spacer. Konto PayPal zasilone. Abonament sam się ściąga. Ta sama muzyka jest teraz dla nas na wyciągnięcie ręki, więc możemy się skupić na tym co jest ważne, mając poczucie, że moralny obowiązek będzie spełniony. Od czasu popularyzacji Internetu i rozpoczęcia rewolucji Napstera, ba! nawet od czasu dystrybucji pirackich płyt CD na koronie stadionu dziesięciolecia, to jest pierwszy moment, kiedy piractwo jest w odwrocie. Czy czasy szarej strefy i wszechobecnego piractwa były lepsze? Chyba jednak nie bardzo.

8. Nie słychać dialogu, mającego na celu dostosowanie rynku do oczekiwańwszystkich stron

I protestowali. Protestowali długo, a ludzie słuchali co mają do powiedzenia. A potem się znudzili i zostawili krzykaczy samych sobie.

To przykre. Zamiast opowiadać o pozytywach i możliwościach, muzycy wolą bić pianę i narzekać jaki to ucisk rodem ze starożytnego Egiptu ich dotknął, albo jak bardzo rynek się psuje przez serwisy streamingowe. Jedna czy kilka podobnych usług rynku jeszcze nie zepsuje. Może go zepsuć za to zbyt agresywne wypowiadanie swoich krytycznych uwag i brak nawiązywania odpowiedniego dialogu.
Nie oszukujmy się, ludzie lubią luksus i wygodę. Średnio 20 złotych miesięcznie (albo i okrągłe 0 jeśli chodzi o odtwarzanie z reklamami) za dostęp do naprawdę ogromnej bazy utworów to dobry interes. Ale jakby trzeba było płacić 40-50 złotych, to podejrzewam, że większość użytkowników otworzyłaby portfele i nadal płaciła. Ewentualny wzrost cen to oczywiście tylko jeden element układanki, który na zbyt dużą gratyfikację dla artystów jeszcze się nie przełoży (patrz punkt z wytwórniami), ale jest to jakiś początek. Gdzieś istnieje granica chęci i możliwości klientów, po przekroczeniu której ludzie odwrócą się i wrócą do torrentów, ale jesteśmy jeszcze raczej daleko od tej granicy.

9. Im większa konkurencja, tym lepsze łatwiej wypłynie

Przyszli z różnych kierunków. Niektórzy zmęczeni wieloletnią wędrówką. W końcu zobaczyli, że wszyscy powinni podążać w tym samym kierunku. Nie w taki sam sposób, ale jednak w tym samym kierunku.

W jednym serwisie wszyscy mają równe szanse na starcie. Sukces zależy od tego jak dobrze swoją szansę wykorzystają. Liczą się oczywiście wszystkie kanały promocji, tak więc najlepsze efekty będą zawsze odnosić muzycy, którzy potrafią dobrze zainwestować (albo ktoś robi promocję za nich). Ludzie jednakże chcą słuchać dobrej muzyki. Nie chcą być karmieni papką z radia, którą napędzają największe wytwórnie. Chcą rzeczy świeżych, przy których będą się dobrze czuli. Zasady gry się zmieniły. Ja sam w ostatnim roku znalazłem dzięki serwisom streamingowym więcej fajnych kawałków, niż w kilku poprzednich latach na płytach kompaktowych.

10. Efektywny tryb podpowiedzi

Usiadłem przed komputerem, ale nie wiedziałem nic. Nie wiedziałem czego szukam. Nie wiedziałem czego chcę słuchać. Na szczęście on tam był. W chwilę rozwiązał mój problem.

Nie każdy śledzi wszystkie portale i blogi muzyczne. Nie każdy słucha radia, czy ogląda programy muzyczne w telewizji. Ale jestem przekonany, że każdy lubi słuchać fajnych świeżych kawałków. Funkcje, które podpowiadają nam czego warto posłuchać działają coraz lepiej i czasami po prostu puszczając w tle muzykę w klimacie, który nam odpowiada, możemy odkryć całą masę perełek. I znów takie funkcje mogą tylko artystom pomóc w promocji. Nie trzeba docierać specjalnie do odbiorcy. Program robi to za nas automatycznie. Można byłoby spytać, jak przy tylu piosenkach akurat moje utwory miałyby być polecane? Pamiętajmy jednak, że mamy również rzeszę użytkowników, każdego z trochę innymi preferencjami,  więc szanse zawsze są.

11. Kolekcjonerskie edycje to dodatkowa możliwość zarobku

Oni zawsze najgłośniej śpiewali na koncertach. Ale nudziły ich zwykłe wydania wszystkich albumów. To już mieli. Potrzebowali czegoś więcej. Potrzebowali czegoś, przy czym poczują się wyjątkowi.

Zamiast skupiać się na sprzedawaniu jak najwięcej w niskich cenach, muzycy powinni skupić się na budowaniu wiernych rzesz odbiorców. Odbiorców, którzy zainteresowani będą dodatkowymi materiałami, treściami. Odbiorców, którzy z chęcią kupią specjalne kolekcjonerskie wersje albumów. 100 albumów sprzedanych po 200 złotych to 20 tysięcy złotych. Oczywiście minus podatki i koszty np. wytwórni. Ale jest to konkretna kwota. Przy tysiącu chętnych pojawia się kolejne zero na końcu. Okres kolekcjonowania płyt, Winampa, czy kontrowersyjnych torrentów może i nie minął bezpowrotnie dla mas, ale z pewnością należy już do poprzedniej epoki. Trzeba nauczyć się myśleć w takich kategoriach.

Świetnym przykładem takiego podejścia jest Trent Reznor, wokalista Nine Inch Nails, który wrzucił kiedyś płytę „Ghosts I” za darmo do sieci. Niektórzy by na pewno powiedzieli, że głupi i nie zarobi, ale dał dużo od siebie, ludzie to docenili i zainteresowani kupili pozostałe części albumu. Kilka miesięcy później zresztą wypuścił kolejny album i zachęcał do ściągnięcia go za darmo. Tu dochodzimy do kolejnego argumentu. Kupienie płyty powinno oznaczać automatycznie udostępnienie również elektronicznych wersji utworów. Kto w dzisiejszych czasach chce płacić dwa razy za to samo, skoro licencja płyty pozwala na zgranie plików na dysk?

12. Przed nami najlepszy okres do rozwoju self publishingu i home recordingu

Wytwórnie straszyły ich klauzulami. Wielu się bało, ale kłaniali głowy i zgadzali się na wszystko. Byli też inni, buntownicy, którzy odwrócili się na pięcie i poszli budować markę we własnym zakresie.

Nie da się ukryć, że wytwórnie biorą na siebie ryzyko, koszty nagrania, promocji, teledysków. Do tego mają kontakty z radiem, telewizją, zaplecze prawne i z pewnością jeszcze wiele innych zalet. Tak, jak chcesz wejść między wrony, musisz krakać tak jak one. Ale skoro dziś Internet przejmuje kluczową rolę w dystrybucji muzyki, serwisy społecznościowe umożliwiają efektywną promocję, czemu nie skupić się na nagrywaniu i wydawaniu materiału we własnym zakresie. Sponsorem inwestycji tak samo jak wytwórnia może być bank, czy zapalony do pomysłu wujek, a cały zysk ze strumieniowania muzyki idzie na konto zespołu, który pozostaje jedynym właścicielem praw.
Brak muzyków do nagrania to również nie problem, Internet znów przychodzi z pomocą. Dostępność i przystępne ceny sprzętu muzycznego sprawiły, że liczba muzyków nagrywających na zlecenie w swoich domowych studiach nagrań jest gigantyczna. I nie mówimy tylko o Polsce, bo dziś można dogadać się w kwestii nagrania z ludźmi na całym świecie. Kilka dni i materiał mamy na serwerze. Tylko złożyć i zmiksować. Też na zlecenie jeśli trzeba. Bez nacisku ze strony wytwórni w kwestii terminów, stylu, treści. Bez smyczy.

13. Artysta, którego nie ma w serwisach streamingowych nie istnieje

Jedni tam byli, inni nie. A o tych których nie było, ludzie szybko zapomnieli.

Obawiam się, że nie każdy muzyk zrobi karierę na miarę obecnych 5 minut Taylor Swift, żeby móc dyktować jakiekolwiek warunki. Zabawa w marudzenie i odchodzenie artystów z bazy serwisów streamingowych  będzie na dłuższą metę powodowało frustrację ludzi i odwracanie się od artystów. Poza grupkami wiernych fanów reszta słuchaczy bardziej będzie się kierowała wyborem platformy, a nie artysty,  bo nikt nie słucha tylko jednego zespołu. Poświęcenie 10% artystów, których się lubi, na rzecz wygody serwisu, z którym spędziło się kilka miesięcy czy lat, spotka się z żalem, ale zostanie zaakceptowane. Masowy bunt artystów, mimo niewątpliwie wielkiej fali empatii, którą wygeneruje, spotka się na dłuższą metę bardziej z frustracją niż akceptacją.

14. Dystrybucja przez internet jest dużo szybsza, niż konwencjonalnymi metodami

Nacisnąłem klawisz i w kilka sekund wszystko było dostępne dla ludzi.

„Internet nie pozwala artystom zarabiać”. Słyszałem ten slogan już wiele razy, ale absolutnie się z tym nie zgadzam. Promocji, którą daje Internet nie da się porównać z niczym co było wcześniej. Ludzie wcale nie kupowaliby więcej płyt, gdyby nie było dostępu do muzyki przez Internet,  bo wcale by więcej nie zarabiali. Muzyka jest luksusem, a luksusu się nie nabywa jak brakuje pieniędzy, jest wręcz jednym z ostatnich priorytetów. Jakbyśmy zamiast widzieć wszędzie problemy, tylko możliwości, biznes by się zupełnie inaczej kręcił.
Poza tym Internet to miejsce gdzie można w łatwy sposób dzielić się dodatkowymi materiałami, takimi jak filmy video, materiały zza kulis, nagrania garażowe, itd. Ekskluzywne materiały mogą tylko pomóc w promocji.

15. Muzyka to społeczność

Gram dla ludzi, więc jestem za nich odpowiedzialny.

A społeczność trzeba dokarmiać. Można jeździć w trasę po Polsce każdego roku i spotykać się z fanami, ale dziś ludzie chcą więcej. Dzięki obecności w serwisach streamingowych można cały czas być w kontakcie z publicznością. Oczywiście to nie wyklucza obecności na Facebooku, Twitterze, Instagramie i tak dalej, a raczej wręcz ją dopełnia.
Nobla temu, kto wymyśli platformę, na której będzie można odtwarzać muzykę z różnych serwisów tj. Spotify, czy Apple Music. Skoro działa to z serwisami społecznościowymi (np. Snowball, HootSuite), dlaczego nie miałoby zadziałać i tu? Dla ludzi oznaczałoby to dodatkową wygodę. Dla artystów zarobek byłby dokładnie taki, jaki oferuje serwis, w którym udostępniają muzykę.

W czasach przesytu informacyjnego, budowanie nisz i skupianie wokół siebie ludzi zainteresowanych daną niszą jest kluczowe. Bez tego nie podchodź.

Co dalej?

Streaming nie umrze, przynajmniej na razie. W 2014 roku przychody ze sprzedaży muzyki cyfrowej po raz pierwszy przekroczyły te z nośników fizycznych (źródło IFPI). Około 7 mld $ po obu stronach medalu. A to oznacza, że ten rodzaj dostępu do muzyki będzie cały czas miał się dobrze i raczej dalej się będzie rozwijał.
Wiele osób próbuje powstrzymać postęp, ale nigdy na dłuższą metę się to nie sprawdzi. Artyści, którzy chcą zostać na powierzchni, będą musieli się dostosować.

 

Inni też pisali

Podziel się ze światem!